..

 
 

Wierzba Karol

Czas

 

Od błysku... do grzmotu,
przeliczam einsteinowski czas
wspomnień z dzieciństwa,
niezliczonych burz zachwytu
i modlitw strasznych
spoglądających w świecy płomień.

 

Z przyklejonym nosem,
zahipnotyzowany jasności tańcem,
besztany przez mamę,
nieposłuszny niezrozumiałym nakazom,
uciekałem,
by powrócić samotnie
do umarłego domu dorosłości,
po czasie,
zdaje się nie większym
niż, od błysku do grzmotu.